- Demetria pobudka!! - Zerwałam się z łóżka na te głośne słowa wypowiedziane przez moją mamę. Przetarłam twarz czując kropelki spływające po moich policzkach.
- Czy ty mnie oblałaś wodą? - Spytałam marszcząc brwi.
- Inaczej byś nie wstała, budziłam cię od pół godziny! Ruszaj tyłek, bo spóźnisz się do szkoły! - Krzyknęła i wyszła trzaskając drzwiami. Nie moja wina, że cierpię na bezsenność i muszę łykać tabletki nasenne, to one mają takie działanie. Wygramoliłam się z łóżka, wzięłam ciuchy z krzesła, które przygotowałam wczoraj wieczorem i skierowałam się do łazienki.
- Śniadanie gotowe, ile trzeba na ciebie czekać?! - Wołali za mną z dołu.
- No idę już, idę! - Odpowiedziałam schodząc po schodach.
- Ty chyba nie masz zamiaru iść tak ubrana? - Młodsza siostra zaczęła się czepiać. Z wielką chęcią zakneblowałabym im wszystkim te buzie.
- Tak mam i gówno ci do tego. - Zaczęłam jeść jajecznicę, nie smakowała mi ale nie chciałam sprawiać przykrości mamie, której i tak ostatnio się nie układa z Jackiem. Jack to mój ojczym, spoko facet, tylko szkoda, że czasami nas zaniedbuje... Ale jestem mu wdzięczna, zastępuje mi ojca, którego nie miałam w dzieciństwie.
- Twój makijaż nie jest za mocny? - Kontynuowała Madison, moja młodsza siostrzyczka, ugh nie znoszę jej. Nie wiem dlaczego się czepia, mam obcisłe, czarne rurki i top w tym samym kolorze.
- Nie, nie jest. - Przecież mam tylko puder, eyeliner i tusz.. Co ten bachor ode mnie chce? Odstawiłam talerz do zlewu i znów usłyszałam krzyki wraz z trąbieniem auta. Zarzuciłam baseballówkę, wzięłam torbę na ramię i wybiegłam z domu.
- Tym razem siedzisz od okna. - Zaśmiała się Madi, po czym zajęłam wskazane miejsce, nie chcąc się kłócić. W drodze poczułam ścisk w żołądku, bałam się... Ja, bać się? Przecież ja się niczego nie boję.. No, dobra po za pająkami.
- Powodzenia kochanie. - Uśmiechnęłam się do Jacka, który przybił mi piątkę.
- Dzięki! - Wyszłam z auta i odetchnęłam. Odjechali, ale przecież zawsze mogę się wrócić i błądzić po mieście, którego nie znam. Dobra wejdę, nie mogę się dać złamać. Zdawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą, nawet jeśli tak nie było. Halo Demi, co z tobą? To ludzie zazwyczaj boją się ciebie, nie ty ich. Zacisnęłam pięści i szłam przez szkołę z kamienną twarzą, wiedząc że wyglądam złowrogo. Znalazłam salę 43, w której odbędą się moje pierwsze zajęcia w tej szkole. Rozejrzałam się po ludziach, z którymi będę w klasie, wyglądali na dość miłych. Odwzajemniłam uśmiech pewnej blondynki stojącej pod ścianą. Nie jest tak źle, jak myślałam.
- Panna Lovato? - Odwróciłam się słysząc męski głos, to zapewne pan Barney, nauczyciel chemii zmierzający w naszym kierunku.
- Tak to ja. - Uścisnął moją dłoń, po czym wpuścił nas do sali. Gdzie ja mogę... A, już wiem! Na szczęście ostatnia ławka przy oknie była wolna. Zajęłam miejsce, czując ulgę, że nikt z nich nie usadowił się obok mnie. Moje szczęście nie trwało zbyt długo... Drzwi się otworzyły, ujrzałam wysokiego, przystojnego ciemnego blondyna. Jego czekoladowe oczy od razu przykuły moją uwagę.
- To moje miejsce Shawty. - Ocknęłam się słysząc ochrypły głos.
- Przykro mi, od teraz już nie tylko twoje. - Uśmiechnął się do mnie sztucznie i usiadł obok.
- Na następnej lekcji już cię tu nie widzę. - Zaśmiał się pod nosem.
- Groźba?
- Tak.
- Jakoś nie specjalnie się boję. - Prychnęłam obserwując go kątem oka.
- Chyba nie wiesz z kim zadzierasz. - Jego ton zachrypłego głosu się podniósł.
- To samo tyczy się ciebie. - Nie miałam zamiaru odpuścić, nie dam sobą pomiatać. Zatkało go, nie odpowiedział nic i wsadził nos w książki.
Czekam na następny asdfghjkl
OdpowiedzUsuńŚwietny jest, na pewno będę czytać! ♥
OdpowiedzUsuń